Tymczasem, skoro tysiące dostawców i kurierów na całym świecie nie mogą się mylić, tak i ja wziąłem na testy 2 te same a jakże różne 125 ze stajni Y.
X-Max 125, 2013 używany, ok. 30 tys nalotu. Ogłoszenie... z mojego osiedla.
X-Max 125, 2020 najbogatsza wersja, łącznie ze Stop&Go (co mnie początkowo zaskoczyło, bo nie skojarzyłem znaczenia kontrolki A) demówka, niemal nówka.
Dla jasności, choć, to ten sam model, to porównując do starszych modeli jest kompletnie inną konstrukcją, od wyglądu po sprawy techniczne.
Nowa wersja Iron Max (a następnie T-Max), to zupełnie inny świat - od kapitalnej sylwetki, po świetne zachowanie na drodze. Zresztą obecna 125, to dokładnie to samo, co 300, różni się tylko i wyłącznie pojemnością (i mocą rzecz jasna - dokładnie o połowę). Waga niemal ta sama - 125 jest raptem o 6kg chudsza.
Niestety 125 nie jest dla mnie, nie twierdzę, że jest zła, bo konstrukcja X-Maxa jest świetnie przemyślana i wykonana, ale wyprzedzanie TIR-a czy kilku osobówek, to już niezłe wyzwanie. Trzeba naprawdę mocno się przygotować, koniecznie dbając o dłuuugi rozbieg i zapas miejsca, po odkręceniu manetki do końca... niewiele się dzieje...
Dźwięk silnika/tłumika, zwłaszcza w starszej wersji, to typowy (osobiście mnie wkurzający) skuterowy bzzzyk. Nowy ma troszkę lepszy dźwięk (na wolnych niemal nie słyszalny i nie mówię o S&G.
Spalanie - rewelacja z czego Y słynie: 2.2 - 2.5l.
Różnica w cenie 125 vs 300 nie jest na tyle duża, aby w/g moich kryteriów kupować 125, chyba, że skuter ma być dla kogoś, kto nie ma prawkkA, to wybór jest inny.
Tym samym po szerokich przemyśleniach, porównaniach, rozmowach, jazdach i testach... pozostaję przy poszukiwaniach 300 w nowej wersji Iron Max.
dobranocka





